Jest rok 1974, trwają mistrzostwa świata w piłce nożnej w Republice Federalnej Niemiec. Trener reprezentacji Polski Kazimierz Górski odbiera klucze do hotelowego pokoju. W recepcji czeka nie niego niespodziewany gość. To Ernest Wilimowski, były piłkarz, postać kontrowersyjna. Dla jednych najwybitniejszy polski zawodnik dwudziestolecia międzywojennego, dla innych zdrajca. To dlatego, że w trakcie II wojny światowej reprezentował barwy III Rzeszy. Panowie zamieniają kilka kurtuazyjnych słów. Górski na chwile odchodzi, aby odebrać telefon. Gdy wraca, nie zastaje “Eziego”, a jedynie znajduje kartkę: “Chciałem pana poznać, o panu teraz głośno, niech się powiedzie polskiej drużynie, proszę mnie źle nie wspominać. E. W.”.
Tak tę sytuację zrelacjonowano w książce “Pół wieku z piłką”, która jest zapisem wspomnień trenera Górskiego. Możliwe, że nie poznaliśmy dokładnego przebiegu tego zdarzenia, a już na pewno, że jeśli nie było, to mogło ono być znacznie bogatsze. A może Kazimierz Górski nie do końca chciał się tym dzielić?
- Skoro Ezi był dla Górskiego idolem i Górski jeździł na mecze ze Lwowa, żeby oglądać Wilimowskiego, no to on by go tak nie wypuścił z rąk - zgaduje Robert Talarczyk.
To było przyczynkiem do napisania scenariusza. Twórcy wykorzystali to spotkanie, by przyjrzeć się skomplikowanym biografiom obu bohaterów. Skupili się na tym, co wspólne, oddając głos sprawom przemilczanym - tym, o których Górski i Wilimowski nie zdążyli lub, w ówczesnych realiach, po prostu nie mogli porozmawiać.
Spektakl o Śląsku
W poniedziałek na Superauto.pl Stadionie Śląskim odbył się przedpremierowy pokaz sztuki pt. “Ezi”. W tytułową rolę wcielił się Andrzej Chyra, który gościł tego dnia w Chorzowie. Towarzyszył mu także autor dzieła, dyrektor Teatru Śląskiego, wspomniany Robert Talarczyk. Zjawił się również odpowiedzialny za reżyserię Janusz Zaorski. Trenera Górskiego gra Zbigniew Zamachowski.

Przez dziesięciolecia Ernest Wilimowski pozostawał białą plamą na kartach historii – postacią celowo wymazywaną z narodowej pamięci lub wtłaczaną w sztywne, zerojedynkowe schematy. Choć lokalna społeczność Śląska zachowała o nim dobre wspomnienie, dla reszty kraju był postacią zbyt niewygodną, by o niej mówić. Tragizm jego losów, nierozerwalnie związany z geopolitycznym tyglem Europy Środkowej, stał się dla Andrzeja Chyry punktem wyjścia do stworzenia portretu antybohatera fascynującego swoją niejednoznacznością. Jak podkreśla aktor, w tej historii chodzi o coś więcej niż tylko o futbol.
- Perspektywa człowieka z człowiekiem coraz bardziej nam ucieka, bo jesteśmy poddawani tym ciągłym kategoryzacjom i dzieleniu nas. A to mam nadzieję będzie taka historia, która jednak trochę nas do siebie zbliży nawzajem - mówi odtwórca roli polsko-niemieckiego piłkarza.
O tym, że Ernest Wilimowski był uważany przez Kazimierza Górskiego za najlepszego polskiego piłkarza, przypomniał Janusz Zaorski. Trenera, który niegdyś był jego sąsiadem, pytał o to wprost.
- Spodziewałem się, że odpowie “Kazimierz Deyna”, bo to przecież jednak był kapitan drużyny, w której Kazimierz odnosił sukcesy, po złoty medal olimpijski, trzecie miejsce na świecie właśnie w Niemczech - zgadywał reżyser. Górski wskazał jednak na Wilimowskiego.
“To jest Wilimowski, to jest jego historia”
Sztuka obrazuje, jak przewrotne bywają ludzkie losy. Choć Wilimowskiego i Górskiego jednoczyła ta sama pasja, historia rzuciła ich na przeciwstawne krańce barykady, odbierając im kontrolę nad własną biografią i każąc mierzyć się z konsekwencjami decyzji, które zapadały poza nimi.
- Zderzenie tych charakterów, tak pięknie wyreżyserowane przez Janusza i zagrane przez Zbyszka i Andrzeja idzie w świat i jakby rezonuje, to dla mnie to jest największe szczęście - mówi Robert Talarczyk.
- Ważne, żebyśmy o Śląsku pamiętali, żebyśmy pamiętali o naszej tożsamości. I najlepszym sposobem do tego, żeby tak było, to dbanie o wartość, dbanie o kulturę, dbanie o naszą zbiorowość, dbanie o to, żeby takie złożoności wszystkich śląskich osób pokazywać - komentował Leszek Pietraszek, wicemarszałek województwa śląskiego.
Głos w dyskusji zabrał również Zbigniew Rokita, pisarz i autor nagrodzonej Nike książki “Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku”. Według niego spektakl może stać się punktem zwrotnym w postrzeganiu historii regionu:
- Pewnie jeśli ktoś kiedyś będzie opisywał historię Śląska, bardziej kulturalną, to być może ten spektakl właśnie będzie takim dziełem zero, które przywróciło tego Wilimowskiego (...) Można pokazać, to jest Wilimowski, to jest jego historia. Zwłaszcza, że ja siłą rzeczy kibicując nie tylko tożsamości śląskiej, ale też jej atrakcyjności, cieszę się z tego spektaklu, dlatego że Wilimowski jest postacią jak kamień w bucie, strasznie uwierającą, jest postacią dla wielu osób luźniejszą, jest tym, co mnie najbardziej w śląskości pociąga, czyli jest jakiś kontrkulturowy, jest heretycki - opisuje Rokita.
Mimo trudnej tematyki, spektakl nie stroni od humoru i trafnych gagów, które sprawnie przeplatają się z momentami skłaniającymi do refleksji. Ślązacy odnajdą w losach „Eziego” historie znane z własnego podwóka, natomiast widzom z innych części Polski sztuka może pomóc w zrozumieniu specyfiki śląskiej tożsamości. To widowisko, które zostaje w pamięci, czego dowodem była entuzjastyczna owacja po zakończeniu przedpremierowego pokazu.
Spektakl pt. “Ezi” Teatru Telewizji TVP zagości na szklanym ekranie 23 lutego na antenie TVP1 o godzinie 20:30. Za produkcję odpowiada TVP3 Katowice.
Kontrowersyjny Pan Piłkarz
Ernest Wilimowski to jeden z dwóch, obok Gerarda Cieślika, najczęściej wymienianych zawodników, którzy zyskali miano legend Ruchu Chorzów. I nic w tym dziwnego. Popularny “Ezi” wyprzedzał swoje czasy kulturą gry, fenomenalnym dryblingiem i znakomitą skutecznością strzelecką. Do dziś pozostaje rekordzistą w liczbie strzelonych bramek w jednym spotkaniu na najwyższym poziomie rozgrywkowym w polskiej piłce. 21 maja 1939 roku w Chorzowie, podczas meczu ligowego z Union-Touring Łódź (12:1) Wilimowski strzelił 10 bramek! Z Ruchem Wielkie Hajduki, czyli dzisiejszym Ruchem Chorzów, czterokrotnie zdobył trofeum mistrza Polski (1934, 1935, 1936, 1938). Tyle samo razy sięgał po koronę króla strzelców.
Piłkarz ten brylował także w reprezentacji Polski. Przez 56 lat był rekordzistą pod względem liczby zdobytych goli w jednym meczu na mistrzostwach świata. Choć biało-czerwoni przegrali wtedy 5:6 z Brazylią, Ezi aż cztery razy pakował piłkę do siatki Canarinhos.
Urodzony 23 czerwca 1916 w Katowicach jako Ernst Otto Pradella, był, jak też sam siebie nazywał, Górnoślązakiem. Najlepszy polski piłkarz 20-lecia międzywojennego, po wybuchu II wojny światowej wyjechał do Saksonii i reprezentował barwy III Rzeszy. Nigdy już nie powrócił do Polski, gdzie przez wielu traktowany był jako zdrajca.
W niemieckiej reprezentacji wystąpił m. in. w wygranym meczu przeciwko ekipie Rumunii (7:0) i był wtedy autorem jednej z bramek. Spotkanie to było największym sportowym wydarzeniem rozgrywanym na Śląsku podczas II wojny światowej. Na stadionie w Bytomiu zasiadło wtedy 55 000 widzów.
Wilimowski kontynuował karierę klubową podczas, a także i po wojnie. Grał m. in. w PSV Chemnitz, TSV 1860 Monachium (z którym zdobył Puchar Niemiec i został królem strzelców tych rozgrywek) czy VfB Stuttgart.
Osiadł w Karlsruhe, gdzie pracował jako urzędnik. Zmarł 30 sierpnia 1997 r. tamże. Na jego pogrzebie nie zjawiła się delegacja PZPN. Według niektórych źródeł, Ernest Wilimowski został uśmiercony przez polską prasę już w latach 50.
W sierpniu 2025 roku jego grób został ekshumowany i przeniesiony na inną część cmentarza w Karlsruhe. Wymuszone to zostało przez zmiany w planach zagospodarowania nekropolii, a było możliwe dzięki inicjatywie kibiców Ruchu Chorzów, którzy zorganizowali zbiórkę na sfinansowanie przeniesienia miejsca jego spoczynku.








Napisz komentarz
Komentarze