Kajetan Duszyński, wychowanek TS AKS Chorzów, przez ostatnie sezony pod dachem musiał toczyć walkę nie tylko z rywalami, ale przede wszystkim z własnym zdrowiem. Sezon 2026 Chorzowianin rozpoczął z nową energią i głodem biegania.
Powrót na halowe tory nie był usłany różami. Podczas pierwszego startu w niemieckim Erfurcie (13 lutego), organizatorzy zgotowali Polakowi zimny prysznic. Duszyński został przypisany do biegu przedprogramowego i otrzymał najgorszy tor, co w hali jest ogromnym utrudnieniem. Mimo to pokazał charakter, finiszując z czasem 47.08. Była to jednak tylko rozgrzewka przed tym, co wydarzyło się w miniony weekend w Toruniu.
22 lutego, podczas prestiżowego 12. ORLEN Copernicus Cup, oglądaliśmy już Duszyńskiego w najlepszej wersji. Na toruńskiej bieżni Kajetan nie dał szans rywalom, wygrywając bieg z nowym rekordem życiowym – 46.18, bijąc poprzednie PB o 0.06 sekundy. Tym samym przesunął się na 6. pozycję w polskich tabelach historycznych biegu na 400 m w hali. Przypomnijmy - "Kajetano Kapitano" ma papiery na bardzo szybkie bieganie. To wciąż 3. najszybszy Polak w historii na stadionie na 400 m (44.92).

Fot. Michał Laudy / Press Focus
Choć wynik 46.18 nie daje jeszcze kwalifikacji indywidualnej na marcowe Halowe Mistrzostwa Świata w Toruniu (20-22 marca), forma zawodnika rośnie w tempie błyskawicznym. Szansa na kolejny dobry start pojawi się już w najbliższy weekend podczas 70. PZLA Halowych Mistrzostw Polski.
Sytuacja polskiej sztafety jest jednak słodko-gorzka. Z jednej strony nadzieje rozbudza dyspozycja Duszyńskiego, z drugiej – martwi absencja Maksymiliana Szweda. Rekordzista z ubiegłego roku (45.31) musi odpuścić starty z powodu kontuzji. Pocieszeniem na dopełnienie sztafety jest forma Marcina Karolewskiego, który na Copernicusie finiszował z czasem 46.40, także bijąc rekord życiowy.








Napisz komentarz
Komentarze