Wraz z początkiem kwietnia, do Prokuratury złożone zostało zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Prezydenta Miasta Szymona Michałka. Chodzi tu o nacisk na pracowników chorzowskiej placówki edukacyjnej, które poskutkowało rozwiązaniem umowy o pracę z jedną z inicjatorek referendum, panią Joanną Pietrek.
- Pragniemy zaznaczyć, że prawo do inicjowania referendum lokalnego jest przejawem demokracji, które w chorzowskich realiach zostało pogwałcone. Nie godzimy się na taki stan rzeczy, w związku z czym informujemy mieszkańców o nieprawidłowościach oraz zawiadamiamy organy ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa przez urzędującego Prezydenta Miasta Chorzów Szymona Michałka. Jednocześnie informujemy, że nasze działania są podyktowane dobrem naszego miasta oraz ich mieszkańców - tymi słowami rozpoczął wczoraj spotkanie z dziennikarzami Jarosław Rejek, Pełnomocnik Inicjatorów Referendum.
Rozwiązanie umowy o pracę z panią Joanną, poprzedzone było, jak dowiedzieliśmy się, pomówieniem o zbieranie w przedszkolu podpisów popierających referendum, a tym samym zaniedbywanie swoich obowiązków.
- Stanowczo zaprzeczam stawianym wobec mnie zarzutom. Są one bezpodstawne i nie zostały poparte rzetelnymi ustaleniami faktów. Zostałam odsunięta od pracy z dnia na dzień i zmuszona do urlopu, co uważam za działanie przedwczesne i krzywdzące ze względu na brak jakichkolwiek faktów i dowodów. Zaproponowano mi dwie formy ukarania, w tym zwolnienie dyscyplinarne bez wcześniejszego wyjaśnienia lub zwolnienie za porozumieniem stron. Ta sytuacja została omówiona w całej placówce publicznie dwukrotnie, co narusza moje dobre imię. Szczególnie trudne jest dla mnie odsunięcie od dzieci, które wymagają stabilizacji i zaufania swojego nauczyciela. Oczekuję rzetelnego wyjaśnienia sprawy i przywrócenia dobrego imienia. Zależy mi wyłącznie na prawdzie, profesjonalizmie i dobru dzieci - zaznaczyła wczoraj Joanna Pietrek.
Dzisiaj odbył się kolejny briefing prasowy, tym razem jednak z udziałem Szymona Michałka, który postanowił odnieść się do sprawy.
- Dowiedzieliśmy się wczoraj o rzekomym doniesieniu do Prokuratury, jakobym bezprawnie zwolnił jedną panią inicjatorkę referendum. Oczywiście te oskarżenia są tutaj bezpodstawne, bezzasadne. Pani Joanna Pietrek złamała prawo, ponieważ w godzinach pracy, w placówce oświatowej, zbierała głosy pod referendum. W momencie kiedy prezydent czy inna osoba publiczna dowiaduje się o łamaniu prawa, nie może tego faktu przemilczeć - podkreślił Szymon Michałek.
O tym, że w przedszkolu prowadzone są takie działania Urząd Miasta w Chorzowie został poinformowany 20 marca. W związku z tym, że wpłynęło zawiadomienie dotyczące zbierania podpisów w placówce oświatowej, prezydent natychmiast podjął w tej sprawie kroki. W obecności odpowiedzialnego za sprawy oświaty wiceprezydenta Marka Akcińskiego i dyrektora Wydziału Edukacji, poprosił dyrektorkę przedszkola o wyjaśnienie sytuacji.
- 23 marca pani dyrektor przedszkola zorganizowała spotkanie z radą pedagogiczną. W jego trakcie pani Pietrek przyznała się, że takie czynności podejmowała i jest to zaprotokołowane. Jak twierdziła później, była nieświadoma, że tego typu działania są niezgodne z prawem. Mówiła, że "tylko trzy podpisy" udało jej się zdobyć w tej placówce, a dwóm innym osobom wręczyła listy do domów. Natomiast nie ma znaczenia czy to jest jeden podpis, dwa, trzy czy dziesięć. Jest to po prostu złamanie prawa - stwierdził Szymon Michałek.
Dyrektorka przedszkola zawiadomiła o sprawie organ odpowiedzialności zawodowej nauczycieli, jakim jest Komisja Dyscyplinarna dla Nauczycieli przy Wojewodzie. Teraz to właśnie ten organ zadecyduje czy wszcząć wobec pani Joanny postępowanie dyscyplinarne.
- Na tym spotkaniu z nauczycielami pani Pietrek po prostu się przyznała. W związku z tym, no cóż więcej można powiedzieć, nikt jej do tego nie zmuszał, żeby powiedziała słowa, które wypowiedziała. I nieprawdą jest, że pani Pietrek jest zwolniona. W momencie, kiedy pani dyrektor próbowała tę sprawę wyjaśnić, pani Pietrek jeszcze tego samego dnia wzięła L4 - przekazał prezydent.
Podczas dzisiejszego briefingu obecna również była dyrektorka przedszkola, którą zapytano o to czy widziała, jak pani Pietrek zbiera podpisy w trakcie swojej pracy.
- Ja nie byłam świadkiem tego. Z rozmowy z panem prezydentem wiemy, że jest świadek, natomiast nie możemy na razie go ujawnić. I tak jak pan prezydent powiedział, niezależnie od tego, do kogo taka informacja przychodzi, czy jest to pan prezydent, czy to jestem ja, że zostały takie czynności dokonane, moim obowiązkiem jest działanie i wyjaśnienie - powiedziała dyrektorka placówki, Mariola Ronowicz.
- Ja naprawdę jestem wielkim demokratą. Można zbierać podpisy pod referendum, ale trzeba to robić zgodnie z prawem. Nie możemy do tego angażować pracowników oświaty w miejscu pracy. Przypominam, że pani Pietrek jest nauczycielem dzieci o specjalnych potrzebach. Gdybym miał dziecko o specjalnych potrzebach, chciałbym, żeby nauczyciel zajmował się opieką nad moim dzieckiem, a nie agitacją polityczną - podsumował Szymon Michałek.
Jak twierdzi Joanna Pietrek, wypowiedziane dzisiaj słowa mijają się z prawdą, bowiem rozmowy z innymi pracownikami prowadzone były poza godzinami pracy, co więcej, nie podpisywała żadnego protokołu, w którym przyznałaby się do winy. Sprawa ma charakter rozwojowy, o jej dalszych losach informować będziemy na bieżąco.








Napisz komentarz
Komentarze