5 marca do Komisarza Wyborczego w Katowicach oraz na biurko prezydenta Szymona Michałka trafiło powiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum lokalnego.
"My niżej podpisani mieszkańcy Chorzowa, powiadamiamy o zamiarze wystąpienia z inicjatywą przeprowadzenia referendum lokalnego, w sprawie odwołania Prezydenta Chorzowa Szymona Michałka przed upływem kadencji" – napisano w złożonym dokumencie.
Grupa oceniła działania prezydenta Chorzowa Szymona Michałka jako szkodliwe dla rozwoju miasta i obniżające standard życia mieszkańców. Wskazano na 6 głównych powodów, jakie zmotywowały referendystów do uruchomienia zbiórki podpisów.
4 maja, w Dzień Hutnika, do Komisarza Wyborczego w Katowicach trafiły listy z podpisami. Jak przekazał Jarosław Rejek w rozmowie z redakcją Tuby Chorzowa, zgromadzono ich niemal 8100. Zgodnie z ostatnimi danymi dotyczącymi ilości wyborców w mieście, aby do referendum doszło, ważnych podpisów powinno być mniej więcej 7200, co stanowi 10% osób uprawnionych do głosowania.
Ponad 22% podpisów nieważnych
Postanowieniem z dnia 1 czerwca 2026 roku Komisarz Wyborczy w Katowicach odrzucił wniosek mieszkańców Chorzowa o przeprowadzenie referendum lokalnego w sprawie odwołania prezydenta Szymona Michałka.
Z pisma dowiadujemy się, że Komisarz otrzymał karty, na których znajdowało się 8 073 podpisów poparcia inicjatywy referendalnej mieszkańców Chorzowa. Rzecz w tym, że nie wszystkie zostały zweryfikowane jako złożone w sposób prawidłowy. Dokładnie 1 795 podpisów nie spełniło wymogów ustawy.
Na liście wad znajdujemy m. in. nieczytelny bądź całkowity brak imienia lub nazwiska (23), inny adres niż określony w centralnym rejestrze wyborców (366), niepełny lub nieczytelny adres (111), błędny lub nieczytelny PESEL (329), brak praw wyborczych do właściwej Rady (688) czy wielokrotny podpis tego samego wyborcy (113). Znaleziono również 14 numerów PESEL osób zmarłych przed dniem uruchomienia procedury przeprowadzenia referendum.
Komisarz Wyborczy uściślił, że liczba prawidłowych podpisów powinna wynosić 7 248, aby referendum można było przeprowadzić. Zabrakło do tego dokładnie 1 023 podpisów. Jako złożone prawidłowo oznaczono 6 225 podpisów. Poziom błędów to 22,38%.
Głos, którego nie da się przemilczeć
Inicjatorzy referendum po ogłoszeniu postanowienia Komisarza Wyborczego wydali oświadczenie. Ich zdaniem, sposób interpretowania danych dotyczących miejsca zamieszkania osób popierających referendum wymaga szczególnej analizy. Podkreślają, że referendum lokalne to jedno z podstawowych narzędzi demokracji bezpośredniej. Decyzję dotyczącą ewentualnych podejmowanych przez nich dalszych kroków prawnych (mają prawo zaskarżyć postanowienie w ciągu 14 dni) podejmą w najbliższych dniach.
Referendyści dodają, że idea mieszkańców Chorzowa w sprawie odwołania prezydenta Szymona Michałka to głos społeczny, którego nie da się przemilczeć.
– Dziękujemy wszystkim mieszkańcom, wolontariuszom oraz osobom zaangażowanym w zbiórkę podpisów i organizację inicjatywy referendalnej za okazane wsparcie, poświęcony czas oraz obywatelskie zaangażowanie – przekazali przedstawiciele Inicjatorów Referendum w Chorzowie.
Zgłoszenia do prokuratury
Czas poświęcony na zbieranie podpisów pod referendum o odwołanie prezydenta Szymona Michałka przed upływem kadencji stał się także polem politycznej batalii. Prezydent Chorzowa odpowiedzialność za uruchomienie inicjatywy widzi po stronie swoich poprzedników. Niedługo później chorzowska prokuratura miała co robić w temacie szeroko rozumianego referendum.
Najpierw poinformowano o złożonym zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydenta Szymona Michałka. Chodzi o wywoływanie nacisku na pracowników chorzowskiej placówki edukacyjnej, który miał skutkować rozwiązaniem umowy o pracę z jedną z inicjatorek referendum. Poszkodowana w tej sprawie czuje się Joanna Pietrek, pedagog z 40-letnim stażem, która odrzuciła zarzuty co do tego, że miała zbierać podpisy w swoim miejscu pracy.
Następnie zmontowane nagranie z wizyty w gabinecie lekarki Haliny Hiltawskiej (radna Chorzowa z ramienia KO) zaczęło krążyć po internecie. Można było je znaleźć głównie na social mediach polityków Prawa i Sprawiedliwości, a dodatkowo pojawiło się na oficjalnym, głównym profilu partii Konfederacja Wolność i Niepodległość na facebooku. Hiltawska odparła zarzuty, nazywając je “prymitywną prowokacją” i mówiąc, że zgłosiła sprawę do prokuratury. Nim to zrobiła, poseł Paweł Jabłoński (PiS) złożył w tej sprawie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, ale przez radną.

Napisz komentarz
Komentarze