Za wspomnianym tytułem prasowym stoi firma powszechnie kojarzona na Śląsku z realizacji specyficznych zleceń medialnych, polegających na generowaniu i formatowaniu przekazu politycznego bezpośrednio "po linii" poszczególnych włodarzy. Warto dodać, że tego typu gazety są zwykle wydawane bezpośrednio na zlecenie polityków, z pieniędzy pochodzących z samorządów lub podległych instytucji lub spółek, choć zwykle są to tzw. zlecenia reklamowe. Mikołowska firma figuruje w rejestrze zleceń Urzędu Miejskiego w Świętochłowicach, wiemy także, że w historii otrzymywała zlecenia z miejskich spółek. Można w ciemno postawić tezę, że przed wydaniem każdego numeru, jego zawartość jest "konsultowana"
Kto na piedestał, a kto na ścięcie? Laurki kontra kryzysy
Wewnątrz numeru, poza standardowym zestawem artykułów o charakterze czysto wizerunkowym i pochwalnym pod adresem miejskiej władzy, znalazł się materiał o charakterze dość zaskakującym, a mianowicie porównanie działalności dwóch wiceprezydentów – Sławomira Pośpiecha oraz Tomasza Kaczmarka z Koalicji Obywatelskiej. Sposób, w jaki redakcja podeszła do obu panów, może rzucać zupełnie nowe światło na rzeczywisty cel tej publikacji.
Sławomir Pośpiech został oceniony w samych superlatywach, autor tekstu przeszedł do porządku dziennego nad poważną wpadką wizerunkową i finansową, jaką była negatywna opinia Regionalnej Izby Obrachunkowej (RIO) dotycząca wykonania ubiegłorocznego budżetu miasta za 2025 rok. Wpadka ta została gładko przekuta w „lekcję na przyszłość”, nie rzutując na ogólną, niezwykle wysoką ocenę jego pracy.
Zupełnie inaczej potraktowano Tomasza Kaczmarka. Czytając poświęconą mu część, trudno oprzeć się wrażeniu, że nadrzędną intencją redaktora było obarczenie go osobistą odpowiedzialnością za wszelkie kryzysy, jakie w ostatnim czasie wstrząsnęły Świętochłowicami. W tekście wprost padają odniesienia do oskarżeń o mobbing w Centrum Integracji Społecznej (CIS) oraz do głośnej, ogólnopolskiej afery w Ośrodku Pomocy Społecznej (OPS). Choć dla każdego obserwatora sceny samorządowej w naszym mieście jest jasne, że ostateczną i bezpośrednią odpowiedzialność za funkcjonowanie kluczowych jednostek miejskich ponosi zawsze prezydent miasta, mikołowska gazeta podjęła próbę radykalnego przesunięcia tego ciężaru na barki wiceprezydenta Kaczmarka.
Polityczny cynizm czy zapowiedź zmian?
Sygnał wysłany w przestrzeń publiczną poprzez tak jednoznaczne zdyskredytowanie Tomasza Kaczmarka jest nadzwyczaj czytelny. Może to oznaczać, że w świętochłowickim układzie władzy szykują się przetasowania. Wspomnijmy tylko, że w czasie kadencji Daniela Begera, ze stołka wiceprezydenta "polecieli" już wcześniej Sonia Kwaśny oraz Adam Trzebinczyk. Kwaśny przestała być potrzebna, gdy na mocy umowy koalicyjnej zaczęła się domagać jej realizacji, zaś Trzebinczyk, wówczas jeszcze jako polityk PiS - gdy prezydent dostał od rządzącej wówczas partii wszystko, co mógł dostać i nie potrzebował już do tego pośrednika. Wracając jednak do tematu, sprawa napiętnowania Kaczmarka w gazecie nabiera wyjątkowo cynicznego wymiaru, gdy zestawimy ją z kalendarzem ostatnich wydarzeń w Radzie Miejskiej.
Artykuł uderzający w wiceprezydenta ujrzał światło dzienne niemal natychmiast po tym, jak radni Koalicji Obywatelskiej – partii, którą wiceprezydent Kaczmarek przecież reprezentuje, ku zaskoczeniu wielu komentatorów zagłosowali w pełni po myśli prezydenta. To właśnie ich głosy zdecydowały o odrzuceniu uchwał o nieudzieleniu prezydentowi absolutorium, zabezpieczyły zgodę na emisję miejskich obligacji, a także zapewniły mu wotum zaufania. Dosyć dziwne podziękowanie - trzeba przyznać.
W historii polityki wielokrotnie byliśmy świadkami scenariusza, w którym dany partner koalicyjny był niezbędny do zrealizowania konkretnego celu, a po jego osiągnięciu stawał się obciążeniem lub po prostu zbędnym elementem układanki. Pytania, jakie autor artykułu stawia na sam koniec tekstu, sugerujące niepewną przyszłość wiceprezydenta mogą wprost wskazywać, że prezydent Świętochłowic być może rozważa taką zmianę. Gdyby tak się stało, nikogo to nie zdziwi, wszak historia lubi się powtarzać...
screen artykułu:


Napisz komentarz
Komentarze