To miał być zwykły powrót z wakacji. Marcin i Patrycja, małżeństwo z Siemianowic Śląskich, wracało swoim samochodem z Włoch. Na pokładzie byli jeszcze ich synowie – Tymek i Hubert, a także przyjaciółka Magda, mieszkanka Chorzowa.
Sytuacja miała miejsce na autostradzie D52 (jezdnia w stronę Brna) w pobliżu Pohořelic w Czechach. Nocą z 31.07 na 1.08, około 20 minut po północy, ich auto zderzyło się ze stadem dzików. Za nimi zatrzymał się kolejny pojazd, prawdopodobnie aby im pomóc. Następnie w polski wóz wjechał z impetem trzeci i doprowadził do tragicznego wypadku. Okoliczności zdarzenia opisał w rozmowie z TVP3 Katowice por. David Chaloupka, rzecznik policji kraju południowomorawskiego.
Niestety, bilans jest fatalny – pomimo podjętej akcji reanimacyjnej, na miejscu zginęły dwie dorosłe kobiety, a pozostali pasażerowie odnieśli poważne obrażenia. Na pokładzie był też pies, ale czworonoga nie zastano w pobliżu.
– Mężczyznę przetransportowaliśmy karetką do szpitala uniwersyteckiego w Brnie w celu dalszej opieki. Zajęliśmy się również dwójką dzieci – powiedziała rzeczniczka ratownictwa Michaela Bothová, cytowana przez portal Novinky.
Jak dalej się dowiadujemy, na miejsce wysłano śmigłowiec ratowniczy, karetkę i cztery ekipy ratownicze, w tym dwa zespoły medyczne. Jedno z dzieci zostało przetransportowane do szpitala helikopterem, jego brat zaś karetką. Autostrada była zablokowana przez cztery godziny.
David Chaloupka przekazał w niedzielę (cyt. Novinky), że liczba ofiar wypadku wzrosła do trzech – nie udało się uratować życia 2-letniego Huberta.
Pomagali innym, teraz oni potrzebują wsparcia
Jak donosi TVP3, ojciec z synem w poniedziałek wieczorem zostali przetransportowani do szpitala w Piekarach Śląskich. W wyniku wypadku Marcin doznał rozległych obrażeń głowy, żeber i narządów wewnętrznych. Przeszedł operację. Jak sam opisuje na swoim profilu w social mediach, jego świat wywrócił się do góry nogami, a serce pękło. Z przekazanych przez niego informacji dowiadujemy się, że po przyjęciu do szpitala jego rokowania wynosiły ok. 30% szans na przeżycie.
“Na szczęście mamy z Tymkiem takie wsparcie, że naprawdę pomimo tego co się wydarzyło nie możemy uwierzyć co się dzieje. Takie wsparcie jak dostajemy to jest po prostu niesamowite i nie do opisania Dziękujemy wszystkim za pomoc. (...) Patrząc na Was wszystkich wiara w ludzi powraca” – przekazał pogrążony w żałobie ojciec i mąż.
Zarówno Marcin, jak i jego żona Patrycja wspierali jako wolontariusze Fundację Piastun Wyrównanie Szans, okazując potrzebującym swoje wielkie serca. Dziś to oni są w potrzebie.
W najbliższym czasie rodzinę czekają ogromne koszty – transport ciał i organizacja pogrzebu, powrót do zdrowia, w tym rehabilitacja, a także wsparcie psychologiczne.
Z podobnymi wyzwaniami boryka się rodzina Magdy. W tym przypadku chodzi głównie o sprowadzenie ciała do Polski.
Dla jednych jak i drugich zorganizowano specjalne zbiórki. Pierwsza – dla rodziny Marcina, w momencie powstawania tego tekstu znacznie już przekroczyła wartość na jaką została założona. Ta dla wsparcia Magdy jeszcze nie osiągnęła swojego pułapu. Poniżej linki do zrzutek:
Marcin pochodzi z Siemianowic Śląskich i tam mieszkał z rodziną. Jest kibicem Ruchu Chorzów – na ostatnim meczu ligowym Niebieskich wywieszono transparent z napisem “Otto, Tymek trzymajcie się”. W poniedziałek na oficjalnym profilu klubu pojawił się filmik z udziałem piłkarzy i apelem o wsparcie.
Magda to Chorzowianka, właścicielka sklepu odzieżowego Gracja (ul. Wolności). Jak przekazano, miejsce to będzie tymczasowo nieczynne.

Napisz komentarz
Komentarze