Hejt to coraz bardziej powszechne w naszym życiu zjawisko, które stanowi poważny problem społeczny. Zacznijmy od tego, co kryje się pod tym pojęciem?
Z psychologicznego punktu widzenia hejt to agresja, spotęgowana przez możliwości, jakie daje nam dzisiaj internet, ze szczególnym uwzględnieniem social mediów. Nie jest to konstruktywna krytyka, która ma na celu poprawę czyjegoś zachowania czy zwrócenie uwagi na błąd. Hejt to intencjonalne, wrogie działanie, którego głównym celem jest poniżenie, zranienie, ośmieszenie lub wykluczenie drugiej osoby. Podłożem hejtu są najczęściej silne emocje – złość, frustracja, ale i lęk. Mówimy tu często o agresji werbalnej lub psychologicznej, która ma za zadanie zniszczyć poczucie własnej wartości ofiary.
Myśląc o hejcie, zazwyczaj pierwsze co przychodzi nam do głowy, jest cyberprzestrzeń. Czy to oznacza, że poza internetem to zjawisko nie występuje?
Oczywiście, że występuje, i to od zawsze. Zmieniło się tylko medium i skala. To, co dziś nazywamy „hejtem” w sieci, w świecie offline nazywaliśmy kiedyś po prostu nękaniem, dręczeniem, plotkowaniem czy wykluczeniem rówieśniczym – w szkołach mówimy o bullyingu, w pracy o mobbingu. Mechanizmy psychologiczne są bardzo zbliżone: jest sprawca, jest ofiara i, co niezwykle ważne, są świadkowie. Internet zadziałał po prostu jak gigantyczny megafon, który zwielokrotnił siłę tej agresji i sprawił, że stała się ona widoczna dla tysięcy, a czasem milionów ludzi w ułamku sekundy.
Choć agresji słownej nie brakuje poza siecią, zdecydowanie łatwiej jest nam obrażać, poniżać czy ośmieszać innych właśnie w internecie. Dlaczego tak się dzieje?
To zjawisko, które nazywamy efektem rozhamowania w sieci. W internecie puszczają nam hamulce, które w świecie realnym powstrzymują nas przed agresją.
Dlaczego? Po pierwsze: iluzja anonimowości. Wydaje nam się, że nikt nas nie zidentyfikuje. Co na szczęście nie jest prawdą. Po drugie: dystans fizyczny i asynchroniczność komunikacji. Nie stoimy z ofiarą twarzą w twarz, więc nie musimy natychmiast konfrontować się z jej reakcją. Gdy kogoś wyzywamy na ulicy, widzimy, jak ta osoba płacze, kuli się, widzimy jej ból – to u zdrowego człowieka wyzwala empatię i hamuje dalszą agresję dzięki neuronom lustrzanym. W sieci nie widzimy łez. Widzimy tylko ekran. Wyłączamy empatię na rzecz szybkiej gratyfikacji własnych emocji. To zjawisko związane z tzw. efektem kabiny pilota.
Często to, co piszemy w internecie nie do końca jest przemyślane. Dlaczego więc hejtujemy? Sprawia nam to przyjemność, jest sposobem na nudę czy może pomaga nam odreagować jakieś własne niepowodzenia?
Wszystko po trochu. Psychologia podpowiada, że kiedy w naszym życiu coś nie idzie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, kiedy piętrzą się stresory, odczuwamy frustrację, która rodzi napięcie. To napięcie musi znaleźć ujście. Hejtowanie kogoś w sieci to mechanizm spustowy – przeniesienie agresji z naszego realnego problemu (np. szefa, braku pieniędzy, samotności) na kogoś, kogo możemy bezkarnie zaatakować.
Ale to nie wszystko. Badania pokazują, że dla pewnej grupy osób hejt to faktycznie forma rozrywki. To tzw. "trolling", z którego sprawcy czerpią satysfakcję. Z kolei dla młodzieży dołączanie do hejtu to często mechanizm konformizmu – robią to, bo robi to ich grupa, by zyskać akceptację rówieśników i pokazać swoją "siłę".
Kto najczęściej hejtuje? Są dostępne jakieś badania i statystyki wskazujące płeć, wiek czy status społeczny tych osób?
Nie ma jednego, uniwersalnego profilu hejtera, tak samo jak nie ma jednego profilu ofiary. Potencjalnie, w odpowiednich warunkach, każdy może napisać w sieci coś okropnego i każdy może stać się ofiarą. Jednak badania (np. cykliczne raporty NASK w Polsce dotyczące nastolatków) pokazują, że zjawisko to jest niezwykle powszechne wśród młodzieży – ponad połowa z nich spotkała się z agresją w sieci, a spory odsetek przyznaje się do jej stosowania.
Ciekawe są też badania osobowościowe. Okazuje się, że u osób, które najczęściej i najchętniej atakują w sieci, silnie korelują cechy z tak zwanej Ciemnej Triady Osobowości (psychopatia, makiawelizm i narcyzm) poszerzonej o sadyzm. Czyli brakuje im empatii, lubią manipulować ludźmi dla własnych celów, mają zawyżone ego i odczuwają przyjemność z zadawania innym cierpienia psychicznego.
Powiedzmy teraz o najważniejszym, czyli o skutkach hejtu. Jak wpływa on na poczucie własnej wartości i to, jak postrzegamy siebie?
Skutki bywają dewastujące. Kiedy jesteśmy nieustannie bombardowani komunikatami typu „jesteś beznadziejny”, „jesteś brzydka”, „nic nie znaczysz”, zaczynamy to internalizować, czyli uwewnętrzniać. Nasz mózg powoli zaczyna traktować te opinie jako fakty.
Poczucie własnej wartości, szczególnie to tzw. warunkowe (uzależnione od opinii innych), rozpada się. Pojawiać się mogą lęki społeczne, objawy psychosomatyczne (bóle brzucha, problemy ze snem), a ostatecznie – zaburzenia depresyjne. Ofiara hejtu często czuje się permanentnie osaczona, bo hejt w internecie nigdy nie zasypia, można go doświadczyć w swoim własnym łóżku, patrząc w telefon o 3:00 w nocy.
Dzieci i młodzież gorzej radzą sobie z tym, co czytają na swój temat w internecie czy jednak wiek nie ma tu większego znaczenia?
Wiek ma znaczenie, i wynika to z twardych, biologicznych powodów. Kora przedczołowa w mózgu – odpowiedzialna m.in. za racjonalne myślenie, regulację emocji i ocenę konsekwencji – rozwija się nawet do 25. roku życia. Mózg nastolatka jest zdominowany przez układ limbiczny (czyli emocje).
Dodatkowo, z psychologii rozwojowej wiemy, że w wieku dorastania głównym źródłem tożsamości i poczucia własnej wartości jest grupa rówieśnicza. Jeśli dorosły zostanie wyśmiany przez anonima w sieci, ma zasoby poznawcze, by powiedzieć: „To tylko internet, mam swoją rodzinę, przyjaciół, pracę”. Nastolatek, którego odrzuca grupa na grupowym czacie albo hejtuje w mediach społecznościowych, traci grunt pod nogami. Dla niego to koniec świata. Dlatego młodzież radzi sobie z hejtem drastycznie gorzej, a konsekwencje bywają tragiczne.
Dlaczego hejt jest tak niebezpieczny i uznaje się go za poważny problem społeczny?
Dlatego, że prowadzi do realnych tragedii i chorób, a jego skala przytłacza system ochrony zdrowia psychicznego. Hejt zabija – mówię to wprost, jako psycholog. Prowadzi do samouszkodzeń i samobójstw, co w psychiatrii bywa nazywane zjawiskiem cyberbullicide (samobójstwa w wyniku cyberprzemocy).
Ponadto hejt jako problem społeczny powoduje postępującą znieczulicę. Kiedy na co dzień czytamy w sieci okrutne komentarze, nasz próg wrażliwości się przesuwa. Agresja staje się normalnością. A społeczeństwo, w którym agresja jest normą, przestaje być miejscem bezpiecznym do życia dla nas wszystkich.
Czy możemy w jakiś sposób z tym walczyć?
Możemy i musimy, choć wymaga to działania na wielu frontach.
Z perspektywy jednostki (ofiary): Przede wszystkim – "Nie karm trolla". Z psychologicznego punktu widzenia hejter chce reakcji, chce naszej złości i tłumaczenia się. Odcinając mu tę atencję (brak odpisywania na hejterskie komunikaty, blokowanie, zgłaszanie), zabieramy mu nagrodę.
Z perspektywy świadków: Musimy przełamać spiralę milczenia. Jeśli widzimy hejt, musimy reagować – pisać słowa wsparcia ofierze, a agresorowi stawiać jasne granice ("Nie zgadzam się na taki język"). Świadek ma w hejcie potężną moc.
Z perspektywy systemowej: Edukacja w szkołach w zakresie empatii cyfrowej, kompetencji miękkich, higieny cyfrowej. Oraz, co niezwykle ważne, nieuchronność kary. Poczucie bezkarności w sieci musi się skończyć i powoli, dzięki działaniom organów ścigania, tak się dzieje.
Gdzie szukać pomocy, kiedy już staniemy się ofiarami hejtu?
Przede wszystkim nie zostawać z tym samemu. Szukać wsparcia w bliskich, albo/i w specjalistach.
Koniecznie zabezpieczyć dowody (robić screeny, nie kasować wiadomości), które bardzo ułatwią pracę organom ścigania.
Pamiętaj, że jeśli groźby naruszają Twoje bezpieczeństwo lub dobra osobiste, możesz zgłosić to na policję – są odpowiednie przepisy prawne (np. art. 190a czy 212 Kodeksu Karnego).
Jeśli jesteś nastolatkiem lub dzieckiem: powiedz zaufanemu dorosłemu (rodzicowi, nauczycielowi, pedagogowi). Możesz zadzwonić na 116 111 (Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę) – on działa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Dorośli mogą z kolei dzwonić pod 116 123 (Kryzysowy Telefon Zaufania dla Dorosłych).
Każdy z nas zasługuje na szacunek, a w starciu z hejtem proszenie o pomoc to nie jest słabość, to oznaka siły i pierwszy krok do odzyskania kontroli nad własnym życiem.

Napisz komentarz
Komentarze