Jakub z Chorzowa wyznaczył sobie bardzo ambitne wyzwanie, jakim było przejechanie na rowerze trasy wokół historycznych granic Górnego Śląska. Wystartował 9 września, swoją podróż nazwał „Rajza dlo Marceliny”. Jej punktem startowym był chorzowski urząd miasta.
Nazwa wyprawy również nie była przypadkowa, gdyż jej celem była pomoc partnerce. Kuba w wojaż wybrał się po to, by wesprzeć zbiórkę na leczenie Marceliny. Jest ona mamą trójki dzieci i walczy z rakiem szyjki macicy w III stadium. Przechodzi trudne leczenie, a walka z chorobą sprawia, że nie może normalnie pracować.
Dwa dni po rozpoczęciu wyprawy Kuba był już w czeskiej Ostrawie. Relacjonował, że gdy wracał ze sklepu w centrum miasta, został niespodziewanie uderzony w głowę, przewrócony i brutalnie skopany. Mówił, że pobiła go grupka… Polaków, nazywając przy tym “Ukraińcem” i “banderowcem”. Miała ich zmylić czapka w żółto-niebieskich, śląskich barwach, którą, jak twierdził, miał na sobie.
Historia jednak była zmyślona?
Dziś rano czeska policja opublikowała ustalenia w tej sprawie, które różnią się od relacji naszego rowerzysty. Potwierdzono, że otrzymano od niego zgłoszenie w sprawie pobicia. Polak nie znał dobrze topografii miasta, a przy tym był w stanie nietrzeźwości, więc niewiele mógł wyjaśnić policjantom. Dlatego ci prześledzili jego ruchy przy pomocy nagrań z miejskiego monitoringu.
– Okazało się, że rzeczywiście został napadnięty przez dwóch nieznanych mężczyzn na skrzyżowaniu ulic Poděbradova i Švabinského. Dzięki działaniom operacyjnym detektywi ustalili tożsamość obu sprawców – przekazała Ewa Michalikowa, rzeczniczka policji.
Dalej ustalono, że Kuba spędził noc w klubie nocnym, gdzie pił alkohol z dwoma obcokrajowcami (portal blesk.cz podaje, że byli to Słowacy). Wszyscy razem wyszli z klubu około 5 rano. Według informacji portalu BLESK, nasz rodak w ogóle nie miał na sobie nakrycia głowy, które wcześniej zostało przez niego przywołane jako zarzewie konfliktu.
– Początkowo mieli rozmawiać, ale ostatecznie dyskusja przerodziła się w słowną sprzeczkę. Przyczyną były rzekome insynuacje dotyczące matki jednego z napastników, które ich rozgniewały – relacjonuje rzeczniczka.
Kłótnia przerodziła się w atak fizyczny. 35-latek został hospitalizowany po południu tego samego dnia.
Mężczyźni, obaj 26-latkowie, usłyszeli już zarzuty. Jednemu grozi kara dwóch lat pozbawienia wolności, a drugiemu, z uwagi że był już karany za ten sam czyn, do trzech lat więzienia.
“Nie popisał się”
W całej sytuacji jest także pozytywny aspekt – gdy Polak został napadnięty za rzekomo śląską czapkę, o sprawie rozpisywała się cała Polska. Temat pojawił się w głównych wydaniach największych serwisów telewizyjnych w Polsce. Dzięki temu zbiórka przybrała niesamowity odbiór i błyskawicznie zebrano pokaźną kwotę na leczenie Marceliny.
Cieniem na to kładą się fakty, że chłop po prostu poszedł na imprezę do klubu, a nad ranem doszło do szarpaniny z przyczyn, które trudno będzie dokładnie wyjaśnić. Tu pojawia się pytanie o sprawy etyczne – czy wybielanie się poprzez wymyślanie napadu na tle narodowościowym było w tym momencie najlepszym rozwiązaniem? I czy jego “rajza” koniecznie musiała zahaczyć o klub nocny?
– Przede wszystkim, jeśli wybierasz się na wyprawę w celu charytatywnym dla swojej partnerki, to nie powinieneś iść do klubu i pić do rana, tylko kręcić na tym rowerze. Ludzie go wspierali, wpłacali pieniądze, kibicowali. Nie popisał się, ja osobiście czuję się oszukany – komentuje jeden z mieszkańców Chorzowa, który wspierał zbiórkę (nazwisko znane redakcji).
Niestety, sprawa znów stała się mocno medialna i o Kubie ponownie możemy przeczytać w całym polskim internecie, począwszy od portali informacyjnych, po strony satyryczne.


Napisz komentarz
Komentarze