Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 2 stycznia 2026 14:11
Reklama Baner reklamowy
Reklama
Reklama
Tylko na tubachorzowa.pl

Enklawa w sercu Cwajki. Za tymi drzwiami kończy się muzeum, a zaczyna dramat

Beata i Zbigniew od blisko trzech lat żyją na spakowanych walizkach, bo miasto wymarzyło sobie w ich salonie muzeum. Dziś projekt Domu Kalidego za miliony wylądował w koszu, a rodzina utknęła w urzędniczym czyśćcu – między niszczejącą klatką schodową a obietnicą mieszkania, którego remont wciąż przesuwa się na „kiedyś”.
Enklawa w sercu Cwajki. Za tymi drzwiami kończy się muzeum, a zaczyna dramat
Klatka schodowa przy ulicy Kalidego 1 nie wita gości. Ona przed nimi ostrzega.

Autor: Jakub Brzozowicz

Klatka schodowa przy ulicy Kalidego 1 w Chorzowie nie wita gości. Ona przed nimi ostrzega. Odrapane ściany pokryte są wulgarnymi bohomazami, a nozdrza drażni ostry, duszny zapach – mieszanka wilgoci, starego dymu i czegoś, co świadczy o tym, że dla wielu to miejsce służy za toaletę, pub i sypialnię jednocześnie. Wyłamane zamki w drzwiach wejściowych to stały element krajobrazu. „Picie i ćpanie w sieni jest tu na porządku dziennym” – usłyszę później. W tej mrocznej scenerii, pośród cieni „Cwajki”, znajduje się portal do zupełnie innego świata.

Wystarczy przekroczyć próg mieszkania Beaty i Zbigniewa, by poczuć poznawczy dysonans. Tu czas nie zatrzymał się w miejscu, lecz został pieczołowicie wypracowany rękami gospodarzy. Jest czysto i schludnie. Na półkach stoją gustowne ozdoby, ściany są świeżo odmalowane, a meble wykonane na wymiar zdradzają, że to nie jest „lokal socjalny”, ale dom budowany z miłością przez 31 lat małżeństwa.

Beata mieszka tu od ponad pół wieku. Jej ojciec, pracownik Huty Kościuszko, dostał to mieszkanie z przydziału. Teraz Beata, Zbigniew oraz ich córka Klaudia z partnerem Wojciechem, siedzą w salonie, który jako jedyny czeka na remont. Choć „czeka” to złe słowo. Ich życie od dwóch i pół roku jest w stanie zawieszenia.

Wszystko przez to, że mieszkają w miejscu wyjątkowym – w Domu Kalidego.

Wewnątrz lokalu panuje ład i porządek, co mocno kontrastuje ze zdewastowanym otoczeniem za drzwiami. 

Miliony, których nie chciano

Dom Kalidego to jeden z najstarszych budynków miejskich, ocalały z pierwotnej kolonii robotniczej dla pracowników Królewskiej Huty. Nazwa nie jest przypadkowa – tu w 1801 r. urodził się wybitny rzeźbiarz Teodor Erdmann Kalide. Obiekt ten miał zostać zaadaptowany na potrzeby Oddziału Historii Miasta i Regionu Muzeum Hutnictwa, i tym samym zastąpić niepopularną placówkę na ul. Powstańców. Pieniądze na tę realizację „leżały na stole”.

Nie było tajemnicą, że nowy zarząd miasta, z prezydentem Szymonem Michałkiem na czele, był sceptycznie nastawiony do pomysłu stworzenia tu filii muzeum. Już w sierpniu 2024 roku poinformowano, że projekt ten „jest przez władze miasta i pracowników merytorycznych analizowany”. Z planu finansowego wynika jednak jasno: w najbliższym czasie takiej inwestycji w Muzeum Hutnictwa nie będzie.

Szkoda, bo na rewitalizację Domu Kalidego Chorzów mógł pozyskać niemal 7,2 mln zł dotacji w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. Pełen koszt przedsięwzięcia miał wynieść 9 680 000 zł brutto. Miasto zdecydowało się odstąpić od realizacji umowy z wykonawcą, odsuwając szansę na ratunek zabytku i cywilizacyjny skok tej części dzielnicy.

Wsparciem dla tej decyzji stała się opinia Miejskiej Konserwator Zabytków, Anny Piontek. Wskazała ona, że projekt miał liczne mankamenty, w tym „niewłaściwe” przestrzenie magazynowe, a adaptacja obiektu wymagałaby zbyt drastycznej ingerencji w zabytkową strukturę budynku. W środowisku eksperckim nie brakowało opinii, że nowoczesna konserwacja poradziłaby sobie z tymi wyzwaniami.

– Nasze życie zatrzymało się ponad dwa i pół roku temu – mówi Beata. – Żyjemy w zawieszeniu. Nie wiemy, czy kupować nową firankę, czy pakować kartony.

Informacja, która wywróciła ich życie do góry nogami, została przekazana poprzez stosowne pismo w połowie czerwca 2023 roku. Zapewniono przy tym, że lokal zamienny będzie odpowiadać standardowi obecnie zajmowanemu. Przyszłe wykwaterowanie to wynik planowanych działań, które mają na celu adaptację obiektu na potrzeby muzeum.

„Będziecie potraktowani priorytetowo” – słyszeli. Mieli dostać mieszkanie o podobnym standardzie. Zamiast tego, zaczęła się droga przez mękę. Pierwsza propozycja: 35 metrów, ruina. Druga: dwa pokoje do remontu, którego koszt wyceniono na 100 tysięcy złotych. 

Proponowane lokale, poza niewielkim metrażem, wymagały też dużego nakładu finansowego. Fot. archiwum prywatne państwa Beaty i Zbigniewa. 

Z jasnych powodów nie chcieli na to przystać. Przecież do tego czasu mieli do dyspozycji ponad 70 metrów życiowej przestrzeni, ulokowane w trzech pokojach, kuchni i łazience.

„To tu jeszcze ktoś mieszka?”

Czas mijał, a światełko nadziei jakby coraz bardziej nikło. Było za to odbijanie się od drzwi administracji do urzędu miasta i z powrotem. W pewnym momencie można było poczuć się jak natrętny petent.

Rodzina wyczuła od urzędników nutę pretensji: „A wie pani, ile ludzie czekają na mieszkanie?”. Beata czuje się wtedy, jakby żądała luksusów, a chce tylko odzyskać spokój, który im odebrano. To nie oni chcieli robić w swoim domu muzeum. Zainwestowali tu wszystko: pieniądze w rury, łazienkę, meble, czas w pielęgnowanie wspomnień.

Absurd goni absurd. Pewnego dnia trzeba było zdać klucze do piwnicy, choć ogrzewanie jest na węgiel. Dopiero interwencja pomogła je odzyskać. Potem wizja lokalna z pracownikami muzeum, którzy przecierali oczy ze zdziwienia: „To tu jeszcze ktoś mieszka?”. Za chwilę przystąpili do swoich obowiązków – precyzyjnie mierzyli pomieszczenia,, gdy przysłowiowa zupa stała na palniku.

W urzędzie słyszą: „Nie ma pieniędzy”. Tymczasem na zewnątrz, na placu, robotnicy tynkują mur, który – zdaniem mieszkańców – nikomu nie jest do niczego potrzebny. – Na mur są pieniądze, na nasz remont nie ma – kwituje Zbigniew.

W końcu przyjęli ofertę na ulicy Czempiela. 48 metrów, trzy pokoje. Standard? Czas zatrzymał się tam w epoce gomułkowskiej. Termin remontu? Maj 2025. Ale w październiku usłyszeli już tradycyjne: „Może w przyszłym roku”.

„Tego muzeum to chyba jednak nie będzie”

Zbigniew bierze klucze i prowadzi mnie na korytarz. Chcę jeszcze raz przyjrzeć się temu miejscu, powiedzmy, że ze swoistym „przewodnikiem". Kilka rzeczy zwraca moją uwagę, którą przysłaniają wulgarne napisy i symbole. W półmroku, gdzie zapach wilgoci staje się niemal lepki, zatrzymuje się przy potężnych, zabytkowych drzwiach. – Tutaj były szyby, a część była uchylna, takie eleganckie lufciki – wspomina, przesuwając dłonią po łuszczącej się farbie. Zamek oczywiście jest wyłamany. Dziś te detale, pamiętające czasy świetności Domu Kalidego, wyglądają jak szkielet dawnej elegancji. Każdy krok po skrzypiących schodach potęguje dziwny niepokój. Kontrast uderza ze zdwojoną siłą, gdy wracamy do jasnego, pachnącego domem salonu, w którym rodzina wychowała córkę i przeżyła trzy dekady. 

Zabytkowe drzwi nie zachęcają do odwiedzin. Minusem, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. 

Gdy pytam w magistracie o losy mieszkańców, narracja jest nieco inna. 

– Wszystkim mieszkańcom budynku przy ul. Kalidego 1 zostały zaproponowane lokale zamienne, natomiast jedno z gospodarstw domowych odmówiło przyjęcia propozycji lokalu zamiennego. Wszystkim mieszkańcom budynku w terminie 3, 4 miesięcy po złożeniu przez nich wniosków zostały zaproponowane lokale zamienne. Termin przygotowania lokalu do zasiedlenia jest uzależniony od posiadanych przez Zakład Komunalny "PGM" środków finansowych - wyjaśnia Paweł Mielczarek z biura prasowego chorzowskiego urzędu miasta.

Beata patrzy na te słowa i tylko ciężko wzdycha. – Proponowano nam mieszkania po 30 metrów do kapitalnego remontu. Koszt wkładu własnego to 40-60 tysięcy złotych. To miał być „podobny standard”? Inni przyjęli, bo nie mieli wyjścia albo mieli długi. My nie chcieliśmy stąd iść, to nie był nasz pomysł – podkreśla.

Najgorsza jest niepewność. Pewnego razu przedstawiciel magistratu rzucił luźną uwagę: „A może by państwo tu zostali? Bo tego muzeum to chyba jednak nie będzie”.

Pani Beata w kuchni mieszkania na Kalidego 1. 

W sercu Beaty i Zbigniewa narasta złość zmieszana z bezradnością. Jeśli zostaną, będą dalej żyć w budynku, w którym klatka schodowa wygląda jak scenografia filmu o upadku cywilizacji. Gdzie dwa razy już wybuchał pożar, a strach przed podpaleniem przez koczujących w sieni ludzi każe być stale czujnym.

– Chcemy po prostu żyć spokojnie – mówi Beata, rozglądając się po swoim zadbanym lokum, które wkrótce może stać się tylko wspomnieniem pod muzealną gablotą. – Dorabiamy się całe życie, a teraz zostawiają nas na lodzie.

To były ich trzecie święta Bożego Narodzenia na spakowanych walizkach. W domu, który jest zbyt ładny, by w nim zostać i zbyt cenny, by o nim zapomniano, ale najwyraźniej zbyt kłopotliwy, by potraktować jego mieszkańców z godnością. 
 


Proponowane lokale, poza niewielkim metrażem, wymagały też dużego nakładu finansowego.

Autor: Archiwum prywatne państwa Beaty i Zbigniewa.

Pani Beata w kuchni mieszkania na Kalidego 1.

Autor: Jakub Brzozowicz

Wnętrze mieszkania państwa Beaty i Zbigniewa – sypialnia.

Autor: Jakub Brzozowicz

Wewnątrz lokalu panuje ład i porządek, co mocno kontrastuje ze zdewastowanym otoczeniem za drzwiami.

Autor: Jakub Brzozowicz

Każdy krok po skrzypiących schodach potęguje dziwny niepokój.

Autor: Jakub Brzozowicz

Zabytkowe drzwi nie zachęcają do odwiedzin. Minusem, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz.

Autor: Jakub Brzozowicz

Klatka schodowa przy ulicy Kalidego 1 nie wita gości. Ona przed nimi ostrzega.

Autor: Jakub Brzozowicz

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Unknown 30.12.2025 23:12
A zapytajcie w UM Pyszałka ile musieli zapłacić za zerwaną umowę z biurem architektonicznym, które przygotowywało dokumentację projektowo-architektoniczną dla Domu Kalidego na cele oddziału Muzeum Hutnictwa. Praca była przygotowana w 90%, biuro wybrane w przetargu, więc i pewnie kary umowne do zapłacenia. Pieniądze w błoto, Świadoma, celowa niegospodarność.

Monty Pytong 30.12.2025 18:49
Pani Beata i Pan Zbigniew podobnie jak reszta mieszkańców już nie może się doczekać nowego stadionu. Uśmiechamy się, wszyscy!

E. 30.12.2025 14:54
Na całym świecie z takich obiektow robi się mikromuzea upamiętniające jakąś ważną dla miasta postać. Dom, w którym ktoś mieszkał i tworzył, dom, w którym sie urodził, dom, w którym dał koncert. Tak się tworzy kulturę i tak się buduje tożsamość Chorzowa. Ale dla kibola z Bobrownik to za dużo, za drogo, niepotrzebnie. Wiadomo. Yno Ruch!

W. 30.12.2025 14:51
Przy okazji nowego tematu warto wspomnieć o karuzeli kadrowej. Jak wygląda karuzela kadrowa? Proszę bardzo. Zaczęło się niewinnie. Najpierw zwolniono kierowców, żeby Pan Prezydent mógł się chwalić oszczędnościami. To, że nigdy nigdzie nie jest na czas i przynosi wstyd mieszkańcom ma drugorzędne znaczenie. Na taksówki hajs też szedł - taka oszczędność. Karuzela zatacza pierwsze koło. Z urzędem zegna się dyrektorka Wydziału Promocji. Ta zła baba, co to Michałkowi wyrwała mikrofon kiedyś. Sajmon nie jest mściwy, ale pozbył się baby - propozycja nie do odrzucenia. Dalej. Z Urzędem Miasta żegna się dyrektorka Wydziału Usług Komunalnych i Ochrony Środowiska. Idzie gdzieś indziej. Tak, to ta sama osoba, która wydała zgodę na wycinkę na Targowej, warto zwrócić uwagę, że wycinkę jak najbardziej zgodną z prawem, co potwierdziła prokuratura. Ale nie szkodzi - hejt i jad się jątrzył dzień i noc. Stowarzyszenie takie jedno na pewno się cieszy. Nie szkodzi. Dyrektorka znalazła inna pracę i jest szczęśliwa. Jedziemy dalej. Ma dwie osoby out, na stanowiska te nikogo chętnego nie ma. Nikt się nie chce w to bawić, Sajmon zły, Popielska zła, że jak to, nikt nie chce się z nimi bawić. Łączą wydziały z lokalówką. Dwa bieguny w jedno. A co z promocją? obstawiają dójkę p.o. po czym za ich plecami organizują konkursy. P.o. dyrektora rzuca papierami, idzie gdzieś indziej. p.o. rzeczniczki prasowej przestaje być p.o. Robią konkurs i zatrudniają dyrektorkę ale nie jako rzecznika. Ciekawie? Łącza wydziały z kulturą i sportem, wywalają dyrektora a nowo zatrudnioną dyrektorkę degradują. Miło. Ciekawie? Aaaaa. W międzyczasie rezygnuje skarbniczka. Wieloletnia skarbniczka z wiedzą o budżecie w małym palcu. Taka drobna uwaga, że jest przewodnicząca zarządu Krajowej rady Forów Skarbików JST. Mało istotney szczegół. Rezygnuje, szczęście znajduje gdzieś indziej. Za nią rezygnuje z bycia zastępczynią jej zastępczyni. Chwilę potem rzuca papierami i przestaje być dyrektorką księgowości. Znajduje szczęście gdzieś indziej. Nie ma chętnych na skarbnika, awansują pracowników. Ale, co ciekawe, nowa dyrektorka księgowości też rzuca papierami i szczęście znajduje gdzieś indziej. Tyle jeśli chodzi o finanse. Karuzela kręci się już na orbicie kuli ziemskiej. Kierowniczka referatu odpadów rzuca papierami. Łączą wydziały, różne z różnymi. Wydział Architektury z Nieruchomościami. Dyrektor architektury znajduje szczęście gdzieś indziej, zastępczyni dyrektora rzuca papierami i też znajduje szczęście gdzieś indziej. Dyrektorka nieruchomości rzuca papierami i tez znajduje szczęści gdzieś indziej. Zastępca dyrektorki nieruchomości rzucił papierami dużo wcześniej, po tym jak go zdegradowali i znalazł szczęście też gdzieś indziej. łączą Wydział Rozwoju z Wydziałem Inwestycji, degradują dyrektorów, szefowa zostaje, o zgrozo, miejska konserwator zabytków. Zdegradowana dyrektorka rzuca papierami, znajduje szczęście gdzieś indziej. Za nią rzuca papierami pięć osób. W inwestycjach mamy już puste pokoje, bo 3 osoby już dawno temu rzuciły papierami. Pozbywają się komendantki straży miejskiej. Karuzela jest już w drodze poza układ słoneczny. Cukierek wywala wiceprezydent popielską, wiceprezydent króliczek rezygnuje sam. Karuzela dociera do innej galaktyki. Co będzie dalej? Zobaczymy. ważne, ze "beton się skruszył". Nie ma dyrektorów, nowi zanim się wkręcą minie kupę czasu, starych projektów ikt nie nadzoruje. Ciekawe, bo wszystkie te osoby to byli świetni fachowcy, świetni specjaliści w swoich dziedzinach i tylko dlatego, że mieli odwagę czasem powiedzieć prezydentowi prawdę a nie z podkulonym ogonem wykonywać polecenia pożegnali się z pracą i realizują się w innych miejscach, w lepszej atmosferze z ciekawszymi zadaniami. Tylko Chorzowa żal. Chociaż sam sobie to wybrał. Wiadomo było jak będzie.

Kasia 30.12.2025 13:31
Państwo, którzy mieszkają w kamienicy Kalidego doprowadzili mieszkanie do super standardu. Uważam, że powinniście otrzymać od miasta mieszkanie w podobnym stanie i rekompensatę za meble w zabudowie- by podobnie urządzić się w nowym miejscu. I jeszcze zwrot za zatrudnienie firmy, która zrobi przeprowadzkę. Nie wyobrażam sobie innego rozwiązania.

Socjalista_amator 31.12.2025 07:38
Do tego dom z basenem i Mercedesa ale tylko powyżej C klasy. A młodzi niech pracują i kupują 50m za 1mln zł na wolnym rynku.

Hbnngdn 30.12.2025 09:39
Najpierw to niech policja coś zrobi z tymi małolatami itp co chleja po klatkach a potem je demolują bo tu widzę najwkszy problem

slazak 30.12.2025 15:44
Komentarz zablokowany

Ostatnie komentarze

Autor komentarza: Synek z CwajkiTreść komentarza: To dobre zmiany. Upraszczają pisownie, likwidują wyjątki, będzie mniej błędów, a więcej logiki. To ma sens, bo przygotowali to specjaliści, a nie politycy :-)Data dodania komentarza: 2.01.2026, 13:25Źródło komentarza: Chorzowianin czy chorzowianin? To już tylko półproblem!Autor komentarza: ZeTaTreść komentarza: Mosz recht! Jestech niebieskii ale nos na tyn stadion nie stać i basta. Momy ślunski i muszemy się do tego przyzwyczaić, bo w mieście się żyć normalnie ni da, a tyn bydzie budował najdroższy stadion na ślunku...Data dodania komentarza: 1.01.2026, 22:29Źródło komentarza: Rada Miasta Chorzów: radny KO składa mandat, kto na jego miejsce?Autor komentarza: społecznieakceptowalnyTreść komentarza: Za defraudację pieniędzy na stadion i tą estakadę... RE-FE-REN-DUM!Data dodania komentarza: 1.01.2026, 22:25Źródło komentarza: Taki to był rok - 2025! Część II/IVAutor komentarza: ChorzowianinnnTreść komentarza: Niech Prezydent sie zajmie budżetem. Tego miasto potrzebuje. Bez tego żadnej imprezy kulturalnej w mieście nie będzie. NIE MOŻNA wsadzic do budżetu zbuka - stadion za 400 mln i oczekiwać że radni to klepną. I straszyć ludzi jak to bedzie źle i kogo to wina. Nie tędy droga Prezydencie. Miej odwage i zrezygnuj ze stadionu bo Chorzów nie ma 400 mln zł na plac zabaw dla drugoligowej druzyny i kiboli. To Pana wina że ine ma budżetu i kazdy to wie !!!Data dodania komentarza: 31.12.2025, 11:33Źródło komentarza: Rada Miasta Chorzów: radny KO składa mandat, kto na jego miejsce?Autor komentarza: nowotwóRTreść komentarza: Ruch to rak naszego miasta... a Szymon Michałek tylko przyspiesza działanie nowotworu. Przykro się na to patrzy, bo 2025 rok już był niebezpieczny, a obawiam się że po 2026 roku nie będzie już co zbierać...Data dodania komentarza: 31.12.2025, 10:42Źródło komentarza: Taki to był rok - 2025! Część I/IVAutor komentarza: Socjalista_amatorTreść komentarza: Do tego dom z basenem i Mercedesa ale tylko powyżej C klasy. A młodzi niech pracują i kupują 50m za 1mln zł na wolnym rynku.Data dodania komentarza: 31.12.2025, 07:38Źródło komentarza: Enklawa w sercu Cwajki. Za tymi drzwiami kończy się muzeum, a zaczyna dramat
Reklama
Reklama