Od zamknięcia chorzowskiej estakady minęło już ponad siedem miesięcy, a perspektyw na szybkie rozwiązanie problemów mieszkańców jak nie było, tak nie ma. Wręcz przeciwnie – z magistratu i miejskich jednostek płyną sygnały, które mogą pogłębić irytację pasażerów i pieszych.
Przypomnijmy: 2 czerwca 2025 roku prezydent Szymon Michałek podjął decyzję o całkowitym wyłączeniu estakady z ruchu. Podstawą była ekspertyza Biura Projektowego TOKBUD, z której wynikało, że obiekt zagraża bezpieczeństwu, bo może nie utrzymać nawet własnego ciężaru. Od tego czasu centrum Chorzowa przypomina komunikacyjny poligon.
Pieszo? Zapomnijcie o skrótach
Mieszkańcy liczyli, że uda się udrożnić choćby przejście dla pieszych pod estakadą. Nadzieje te rozwiewa dr Michał Lorbiecki, dyrektor Wydziału Planowania Przestrzennego i Budownictwa i miejski urbanista. W rozmowie z Dziennikiem Zachodnim tłumaczy, że miasto nie planuje utworzenia takiego ciągu komunikacyjnego.
Z technicznego punktu widzenia sprawa rozbija się o pieniądze i czas. Dr Lorbiecki wyjaśnia, że zabezpieczenie przejścia wymagałoby osobnego projektu i budżetu, a koszty takich działań – według wstępnych szacunków – mogłyby przewyższyć koszty samej rozbiórki obiektu.
– Na ten moment nie mamy tego w planach, żeby takie przejście udrażniać, bo to i tak wymagałoby czasu, projektu i oczywiście pieniędzy, o ile byłoby w ogóle możliwe utworzenie takiego przejścia – ucina dr Michał Lorbiecki dla DZ.
Obecnie miasto czeka na ekspertyzę uzupełniającą, do której przedłożenia wezwał nadzór budowlany. Wybrany wykonawca (GF-MOSTY Grzegorz Frej) ma 12 tygodni na ocenę, czy estakadę da się naprawić, czy konieczna będzie rozbiórka. To właśnie niepewność co do dalszych losów obiektu ma być powodem, dla którego w budżecie Miasta Chorzów na rok 2026 zabezpieczono „tylko” 3 mln zł – zdaniem Lorbieckiego trudno wyrokować na ten moment co się wydarzy – czy czekamy na rozbiórkę, czy po poznaniu wyników badań okaże się, że będzie to jednak remont.
Tramwajowa kładka: plan jest, zgody brak
Równie gorąco jest na linii magistrat – Tramwaje Śląskie. Marcin Michalik, dyrektor i członek zarządu TŚ, a zarazem miejski radny, poinformował, że spółka analizuje budowę tymczasowej konstrukcji inżynieryjnej obok estakady. Miałaby ona pozwolić tramwajom „przelecieć” nad torami kolejowymi i przywrócić bezpośrednie połączenie Bytomia z Katowicami.
Reakcja dr. Lorbieckiego na te doniesienia jest chłodna. Urbanista w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim” przyznał, że miasto jest zaskoczone formą komunikacji i o planach dowiedziało się z mediów. Twierdzi, że nikt wcześniej nie sygnalizował, by spółka miała możliwości finansowe na takie dodatkowe inwestycje.
Gdy spojrzymy na fakty ujawnione w poniedziałek przez Gazetę Wyborczą, można odnieść wrażenie, że informacyjny przepływ wewnątrz struktur miejskich szwankuje. Otóż Miejski Zarząd Ulic i Mostów w Chorzowie otrzymał już opinię techniczną w sprawie kładki i zdążył się z nią zapoznać.
Jak informuje Gazeta Wyborcza, Robert Kuśmirek, dyrektor MZUiM, zaopiniował to opracowanie negatywnie. Powód? Urzędnicy twierdzą, że planują przebudowę układu komunikacyjnego drogi krajowej w ciągu ul. Katowickiej, co kłóci się z wizją tramwajarzy. Na konkrety i tak zresztą przyjdzie nam jeszcze poczekać, poznamy je bowiem dopiero po otrzymaniu wyników ekspertyzy uzupełniającej, na którą miasto wciąż czeka.
– Jesteśmy zdziwieni opinią MZUiM w sprawie pomysłu budowy kładki, która pozwoli na ruch tramwajowy przez Chorzów do Bytomia i Katowic. Mamy nadzieję, że to jakieś nieporozumienie i że ta opinia się zmieni – komentuje dla „Wyborczej” Marcin Michalik.









Napisz komentarz
Komentarze