Według prezydenta na drodze do naprawy systemu stoją dwa główne mury. Pierwszym z nich jest silne lobby, które nie pozwoli na naruszenie obecnego układu sił. Drugim, znacznie bardziej cynicznym powodem, jest kalendarz polityczny. Zdaniem włodarza politycy szczebla centralnego nie podejmą żadnych odważnych kroków w obawie przed konsekwencjami wyborczymi, które mogłyby ich dotknąć w 2027 roku. W tej grze interesów łatwiej jest utrzymać status quo niż narazić się wyborcom przed zbliżającym się głosowaniem.
Największy żal samorządowcy mają jednak o to, że zostali sprowadzeni do roli zakładników chorego systemu, a nie realnych menedżerów ochrony zdrowia. Prezydent Świętochłowic wylicza, że miasta i powiaty mają związane ręce w kluczowych kwestiach. Nie mają bowiem żadnego wpływu na wycenę świadczeń medycznych, co jest wyłączną domeną Narodowego Funduszu Zdrowia, ani na wysokość wynagrodzeń personelu, o której decyduje Ministerstwo Zdrowia.
To sytuacja bez wyjścia, którą prezydent określa mianem stawiania pod ścianą. Samorząd, jako organ prowadzący szpitale, nie kontroluje ani przychodów, ani wydatków, a mimo to jest zmuszany do łatania dziur budżetowych placówek. System ochrony zdrowia, dziurawy jak ser szwajcarski, został skonstruowany tak, aby całe ryzyko finansowe zostało wypchnięte z poziomu centralnego na barki lokalnych wspólnot. W efekcie to mieszkańcy i ich lokalne budżety płacą za błędy i zaniechania płynące z góry.








Napisz komentarz
Komentarze