Akcja protestacyjna, zorganizowana przez jedenaście związków zawodowych, to efekt narastającego od lat napięcia. Związkowcy domagają się 1200 zł brutto podwyżki dla każdego pracownika. Tymczasem propozycja pracodawcy jest, według protestujących, upokarzająca – oferowana to sześciokrotnie mniej.
Główna fala protestu uderzyła w stolicę, a w kolejnych dniach również do lokalnych oddziałów. Pikieta odbyła się również pod siedzibą ZUS w Chorzowie, gdzie zatrudnieni wyrażali swoje niezadowolenie z warunków pracy i płacy. Sytuację komentuje Damian Eksterowicz, przewodniczący „Solidarności” w chorzowskim ZUS:
– Pracownicy są coraz bardziej zdeterminowani, co pokazali, biorąc licznie udział w tej pikiecie. Obsługują coraz więcej programów, za którymi nie idą dodatkowe środki. Część ma stawkę na poziomie płacy minimalnej - mówi Eksterowicz.
Protestujący podkreślają, że ZUS stał się „kombajnem” do obsługi kolejnych programów socjalnych, co nie idzie w parze ze wzrostem wynagrodzeń. W zeszłym roku 43 tysiące pracowników Zakładu przetworzyło miliony wniosków: od „800 plus” i „Dobrego startu”, po renty wdowie. Tylko program „Aktywny rodzic” wygenerował w 2025 roku ponad 720 tysięcy dokumentów.
Pracownicy czują się przeciążeni. Protestujący przynieśli ze sobą tabliczki, na których widniały hasła: „Nie jestem robotem”, „ZUS to nie automaty, to ludzie” oraz „Godna płaca”.
Dotychczasowe negocjacje z zarządem ZUS utknęły w martwym punkcie. Propozycja 200 zł brutto podwyżki została kategorycznie odrzucona. Związkowcy zaznaczają, że bez zaangażowania rządu przełomu nie będzie.
– Do rozwiązania problemu niedofinansowania ZUS potrzebne jest zaangażowanie Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – wskazuje Damian Eksterowicz.
Liderzy związkowi przekazali petycję do szefa resortu finansów, ostrzegając przed paraliżem instytucji, która jest fundamentem stabilności państwa. W piśmie czytamy:
"Stanowczo domagamy się podjęcia natychmiastowych działań naprawczych. Praca pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych stanowi fundament stabilności państwa, jednak od lat pozostaje niedoceniona, a nasza instytucja zmaga się z systemowym niedofinansowaniem".
Związkowcy alarmują, że jeśli sytuacja płacowa się nie zmieni, wykwalifikowana kadra zacznie odchodzić z pracy:
– Dzisiaj wyczerpani pracą ponad siły mówimy „dość”. Nie zgadzamy się na traktowanie nas jak taniej siły roboczej i przerzucaniu kosztów reform na barki pracowników. Bez sprawiedliwych płac ZUS straci wykwalifikowaną kadrę, co uderzy bezpośrednio w polskie społeczeństwo. Oczekujemy od Pana Ministra podjęcia realnego dialogu i przedstawienia konkretnego harmonogramu realizacji naszych postulatów.








Napisz komentarz
Komentarze