Jak opisuje w jednym z ostatnich artykułów portal Śląska Opinia, w relacjach przywoływanych m.in. w książce Zbigniewa Rokity „Aglo” pojawiają się wspomnienia byłej prezydent Świętochłowic Krystyny Rawskiej. Według jej relacji w latach 90. odkryto w piwnicach budynku ukryte, wcześniej nieznane pomieszczenia — dodatkową kondygnację bez schodów, do której schodzono po drabinie. W środku znajdowały się prowizoryczne cele, prycze oraz ślady sugerujące przetrzymywanie i przemoc wobec więźniów wraz ze śladami krwi. Te relacje wpisują się w szerszy kontekst tzw. Tragedii Górnośląskiej i powojennych represji, kiedy w budynku miały działać struktury Urzędu Bezpieczeństwa. Osoby zatrzymane w tym miejscu miały być następnie transportowane do kolejnych punktów odosobnienia, w tym do obozu w Świętochłowicach-Zgodzie.
Dziś willa została wystawiona na sprzedaż za 1,4 mln zł, co wywołuje sprzeciw części mieszkańców i lokalnych aktywistów. W ich ocenie miejsce, które kojarzy się z cierpieniem i przemocą, nie powinno być traktowane jak zwykła nieruchomość inwestycyjna. Podkreślają, że to przestrzeń pamięci, która wymaga szczególnego podejścia i ochrony. Zwłaszcza, że to solidny i architektonicznie cenny obiekt, znajdujący się tuż przy samym Muzeum Powstań Śląskich, który mógłby w naszym mieście pełnić nawet funkcję muzealną lub okołomuzealną.
W dyskusji pojawiają się także głosy ekspertów zajmujących się zabytkami, którzy wskazują, że tego typu obiekty powinny pozostać w sferze publicznej, aby nie zatracić ich historycznego znaczenia i nie dopuścić do ich komercjalizacji bez refleksji nad przeszłością. Gdyby miasto podjęło się jego rewitalizacji i dostosowania do nowoczesnych standardów, byłby to kolejny piękny obiekt w centrum Świętochłowic, dziś wiemy jednak, że miasto woli pozbyć się zabytku.
Link do artykułu na portalu Śląska Opinia:

Napisz komentarz
Komentarze