W chorzowskim oddziale mobilizacja była ogromna. Damian Eksterowicz, przewodniczący tutejszej „Solidarności”, komentował:
– W naszym oddziale udział w strajku zgłosiło około 70 proc. pracowników. Takiej mobilizacji nie mieliśmy chyba od lat 80-tych ubiegłego stulecia. Ta akcja (...) ma uświadomić przede wszystkim rządzącym (...), że nasza sytuacja materialna i warunki pracy są po prostu katastrofalne – przekazał Eksterowicz.
Praca na kilka etatów, by przeżyć
Związkowcy z czterech największych organizacji w ZUS podkreślają, że to protest ponad podziałami. Sytuację finansową załogi dosadnie opisała Danuta Łukasik z chorzowskiego oddziału KZZP ZUS „Niezależni”:
– Naszym głównym postulatem są podwyżki. (...) Podstawowe potrzeby to są pieniądze na zakupy spożywcze, żywnościowe, spłatę kredytów. I tego pracownicy ZUS-u nie mają. Tajemnicą poliszynela jest to, że pracownicy, żeby żyć, pracują na kolejne etaty – zwróciła uwagę działaczka.
Spór zbiorowy trwa od października zeszłego roku i jest obecnie na etapie mediacji. Kością niezgody są pieniądze – związki domagają się 1200 zł brutto podwyżki dla każdego pracownika, podczas gdy pracodawca oferuje kwotę aż sześciokrotnie niższą.
Nowe obowiązki bez wsparcia finansowego
Problem jest systemowy. Na 43 tysiące pracowników ZUS nakłada się coraz to nowe zadania bez dodatkowego dofinansowania. Oprócz tradycyjnej obsługi rent i emerytur, urzędnicy zostali zalani milionami wniosków z programów socjalnych. Tylko w zeszłym roku obsłużyli:
ponad 5 mln wniosków w ramach „Rodzina 800 plus”,
ponad 3,3 mln w programie „Dobry start”,
ponad 1,1 mln wniosków o rentę wdowią.
Do tego dochodzi program „Aktywny rodzic” (ponad 720 tys. wniosków w 2025 roku) oraz lawina bieżących spraw, jak 400 tys. wniosków o poświadczenie stażu pracy złożonych w samym styczniu tego roku.
Związkowcy ostrzegają: jeśli strajk ostrzegawczy i dalsze rozmowy nie przyniosą przełomu, rozpoczną przygotowania do referendum w sprawie strajku generalnego.

Napisz komentarz
Komentarze