Opieka nad zwierzętami potrąconymi na drogach to trudne i wyczerpujące zadanie. Przez ostatnie dwa lata, do końca 2025 roku, w Chorzowie na zlecenie Urzędu Miasta zajmowała się tym Fundacja S.O.S. dla Zwierząt. W tym roku zaszła jednak istotna zmiana organizacyjna. Jak tłumaczą przedstawiciele chorzowskiego schroniska, Urząd Miasta z własnej inicjatywy postanowił włączyć zadanie całodobowej opieki powypadkowej w ogólny konkurs na administrowanie miejskim przytuliskiem przy ul. Opolskiej. W efekcie obowiązki te przejęło Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami (TOZ). Decyzja administracyjna, choć z perspektywy urzędu logiczna, stała się zarzewiem medialnego konfliktu.
Na profilu Fundacji S.O.S. pojawił się emocjonalny wpis. Organizacja zarzuciła wolontariuszom związanym z TOZ rozsiewanie nieprawdziwych i krzywdzących plotek. Z doniesień, które miały dotrzeć do Fundacji, wynikało, że jej członkowie rzekomo „dali ciała” i nieprawidłowo wywiązywali się z miejskich umów. Aby uciąć spekulacje, Zarząd Fundacji opublikował oficjalne poświadczenie z chorzowskiego magistratu (z datą 1 kwietnia 2026 r.), z którego jasno wynika, że dotychczasowe usługi weterynaryjne i opiekuńcze były przez nich realizowane terminowo, bez zastrzeżeń i z najwyższą dbałością o dobrostan zwierząt.
Na odpowiedź schroniska (PsiKot - TOZ) nie trzeba było długo czekać. W swoim oświadczeniu kategorycznie odcięto się od zarzutów. Przedstawiciele placówki podkreślili, że obowiązujący ich regulamin wręcz zabrania wolontariuszom równoczesnego angażowania się w działania innych organizacji prozwierzęcych, co minimalizuje ryzyko przenikania się tych grup. Zwrócono też uwagę, że wolontariusze skupiają się na czyszczeniu boksów, spacerach i szukaniu domów dla psów i kotów, a nie na analizowaniu umów urzędowych.
Władze schroniska nie kryją rozczarowania formą załatwiania takich spraw. Zaznaczają, że jeszcze tego samego dnia zapraszały młodzież szkolną do odwiedzenia również konkurencyjnej fundacji, mając o niej dobre zdanie. Publiczne insynuacje i oskarżenia przyjęto więc na ul. Opolskiej ze sporym zaskoczeniem, apelując o bezpośrednie wyjaśnianie ewentualnych nieporozumień, a nie "pranie brudów" na Facebooku. Schronisko jednocześnie uspokoiło mieszkańców, że opieka nad rannymi zwierzętami w Chorzowie działa płynnie, całodobowo i przy wsparciu specjalistycznych klinik weterynaryjnych.
Cała sytuacja pokazuje, jak łatwo w dobie mediów społecznościowych o eskalację konfliktu opartego na tzw. "głuchym telefonie". Obie organizacje od lat wykonują w Chorzowie tytaniczną pracę na rzecz braci mniejszych. Pozostaje mieć nadzieję, że emocje wkrótce opadną, a zwaśnione strony zasiądą do wspólnego stołu. Cel mają przecież jeden – dobro zwierząt.








Napisz komentarz
Komentarze