Z początkiem marca do Komisarza Wyborczego w Katowicach oraz na biurko Prezydenta Chorzowa trafiło powiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum lokalnego. Jak przekazał nam wówczas Jarosław Rejek, Pełnomocnik Inicjatorów Referendum, grupa, która podpisała się pod tym wnioskiem, oceniła działania Szymona Michałka jako szkodliwe dla rozwoju miasta i obniżające standard życia mieszkańców. Jedną z 19 osób, należących do wspomnianej grupy, jest Joanna Pietrek, pedagog z ponad 40-letnim doświadczeniem i jeszcze do niedawna pracownica chorzowskiej placówki edukacyjnej. Do niedawna, bo w ostatnim czasie, z dnia na dzień, została ona zwolniona.
Dzisiaj na Rynku odbył się w tej sprawie briefing prasowy.
- Pragniemy zaznaczyć, że prawo do inicjowania referendum lokalnego jest przejawem demokracji, które w chorzowskich realiach zostało pogwałcone. Nie godzimy się na taki stan rzeczy, w związku z czym informujemy mieszkańców o nieprawidłowościach oraz zawiadamiamy organy ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa przez urzędującego Prezydenta Miasta Chorzów Szymona Michałka. Jednocześnie informujemy, że nasze działania są podyktowane dobrem naszego miasta oraz ich mieszkańców - rozpoczął spotkanie Jarosław Rejek.
Jak wyjaśniono, złożone 2 kwietnia do Prokuratury zawiadomienie ma związek z wywieraniem nacisku na osoby zatrudnione w chorzowskiej placówce edukacyjnej, które poskutkowało rozwiązaniem umowy o pracę z panią Joanną. Wcześniej została ona pomówiona o zbieranie w przedszkolu podpisów popierających referendum, a tym samym zaniedbywanie swoich obowiązków.
- Stanowczo zaprzeczam stawianym wobec mnie zarzutom. Są one bezpodstawne i nie zostały poparte rzetelnymi ustaleniami faktów. Zostałam odsunięta od pracy z dnia na dzień i zmuszona do urlopu, co uważam za działanie przedwczesne i krzywdzące ze względu na brak jakichkolwiek faktów i dowodów. Zaproponowano mi dwie formy ukarania, w tym zwolnienie dyscyplinarne bez wcześniejszego wyjaśnienia lub zwolnienie za porozumieniem stron. Ta sytuacja została omówiona w całej placówce publicznie dwukrotnie, co narusza moje dobre imię. Szczególnie trudne jest dla mnie odsunięcie od dzieci, które wymagają stabilizacji i zaufania swojego nauczyciela. Oczekuję rzetelnego wyjaśnienia sprawy i przywrócenia dobrego imienia. Zależy mi wyłącznie na prawdzie, profesjonalizmie i dobru dzieci - zaznaczyła Joanna Pietrek.
Dyrektorka placówki zwołała specjalne spotkanie z udziałem całej Rady Pedagogicznej, podczas którego poinformowała o wizycie u prezydenta, otrzymanym anonimie dotyczącym zbierania przez kogoś podpisów oraz żądaniu ukarania tej osoby w postaci zwolnienia dyscyplinarnego lub na zasadzie porozumienia stron. Kiedy pani Joanna zaproponowała, aby osobiście spotkać się z Szymonem Michałkiem i wyjaśnić tę sprawę, dowiedziała się, że jest to niemożliwe, gdyż "pan prezydent jest zajęty". Otrzymała propozycję natychmiastowego urlopu, a po jego ukończeniu rozwiązano umowę.
- Czuję się naprawdę niekomfortowo ze względu na to, że nikt ze mną wcześniej nie rozmawiał, pani dyrektor tego nie wyjaśniła, pani wicedyrektor wiedziała, że jestem w grupie referendalnej i po prostu tak się podziało. (…) Można powiedzieć, że trzy osoby: ten, kto coś o mnie powiedział, pan prezydent i dyrektorka placówki po prostu całkowicie odsunęły mnie od pracy z moimi dziećmi, które niestety bardzo to przeżywają - podsumowała Joanna Pietrek.








Napisz komentarz
Komentarze